Ogień trwałego szczęścia.

‚Są myśli, słowa nawet, które trzeba koniecznie głośno wypowiedzieć, aby nas straszyć przestały.’ – Wacław Berent

Ogień trwałego szczęścia

Prolog

Od wielu dni, poprzez wpływ otoczenia, inną kulturę, różne poglądy, zaczynał powoli wpadać w panikę, która próbowała zniszczyć jego szczęście. Nie potrafił określić własnych uczuć. Uczuć, którymi darzył siebie oraz najważniejszą kobietę w jego niedoskonałym życiu. Jego serce podgrzewał ogień, ogień nadziei, szczęścia oraz miłości. Gdyby nie góry lodowe, które napotkał na swojej drodze po przejściu przez gigantyczną metropolię, w której aż roiło się od okrucieństwa ze strony nieludzkich istot posiadających jednak ludzką duszę, wszystko byłoby dobrze. Jego cel wyprawy był wyraźny, pragnął dotrzeć do ognia trwałego szczęścia, który według znanych legend, wypali wszystkie gorzkie żale i oczyści serce na zawsze ze zła. Pragnął tego dla niestracenia swojej ukochanej, Oxany. Krążyły plotki, że wyruszył uzbrojony w miecz znanym jako kluczowy miecz, bowiem z wyglądu przypominał wielki naostrzony klucz. Ubrany w czarno-czerwoną peleryne, która miała według sprzedawcy tego artykułu magiczne właściwości. Te jednak po wielu latach nadal się nie ujawniły. Kilka dni wyprawy uświadomiły młodemu bohaterowi że łatwo nie będzie.  Wiele zwątpień, które pojawiały się coraz częściej, strach przed nieznanym ale i odwaga, której nie powstydziłby się legendarny strateg z przeszłości, który z garstką ludzi wygrał wojne o pokój, sprawiły że osiemnastoletni mężczyzna o imieniu Tristan wpadł w pułapkę. Wie, że z wyprawy wrócić już nie może. Owe góry lodowe głębią w sobie wiele tajemnic, których żadna istota nie poznała. Zimny powiew wiatru i groźny urok lodowej krainy sprawiają wrażenie miejsca nawiedzonego przez istotę, a właściwie fenomen, który był opisany w księdze tajemnic z 1795 roku. Tristan wiedział, że czeka go tutaj wielki koszmar, będzie musiał bowiem przejść przez nieznane zwykłym ludziom miejsce, przez własne serce, które posiada miliony uczuć. Zaniepokojony tym faktem Tristan, rusza w dalszą drogę, zbliżając się do pionowej ściany śniegu, która okazuje się pierwszą przeszkodą. 

Opublikowano Opowieść | Otagowano | Skomentuj

Rozdział pierwszy: Śnieżna ściana

Rozdział pierwszy: Śnieżna ściana

Tristan dotarłszy do ogromnego bloku śniegu przypomniał sobie o rozmowie z jednym z Metropolitanów na temat przeszkód które mogłyby stanąć mu na drodze do upragnionego artefaktu. Mieszkaniec największego, lub wprawdzie mówiąc jedynego pozostałego miasta na ziemi, które jest uważane za stolicę świata, opowiedział wtedy Tristanowi że nie wytrzyma panujących w lodowej krainie klimatów. Metropolitan, bo tak nazywa się tutaj od stulecia byłych ludzi, którzy teraz posiadają tylko okaleczoną ludzką duszę i żywią się gniewem, nienawiścią, nieszczęściem oraz porażkami nielicznych już osobników człowieczej rasy, zachęcał jednak Tristana do wykonania dzieła, jakim było znalezienie Ognia Trwałego Szczęścia. Nieludzkie byty jednak od początku żywiły niechęć do prawie wymarłej rasy, więc Tristan nie wierzył w ich prawdomówność, aczkolwiek jego lęk przed nieznanym gościł jego serce. Pierwsze co pomyślał przed śnieżną ścianą, także zrobił. Wyciągnął swój miecz i na ślepo próbował przebić się przez ścianę. Dopiero po paru sekundach dotarło do niego, że kolejne próby nie mają większego sensu i zrezygnowany obserwował dolinę w której się znajdował, myśląc co powinien w tym momencie zrobić. Usiadł przed ścianą i wyciągnął ze swojej kieszeni coś, co przypomiało mu jego wspomnienia z dzieciństwa. Były to klucze do jego domu. Dostając je od swoich rodziców czuł się odpowiedzialny, czuł że teraz ma okazję się okazać z dobrej strony. W tym wieku poznał w dawnej uczelni wielu nowych rowieśników. Nie zupełnie go zaakceptowali. Po kilku spędzonych tam latach czuł się jak jeden z nich, jak ktoś kto ma przyjaciół i może na innych polegać. Ta radość nie trwała jednak długo, ponieważ on i reszta jego rodziny, w której skład wchodzili rodzice oraz młodsze rodzeństwo, postanowiła się wynieść pod pretekstem lepszego życia. Nie do końca pogodzony z tą wiadomością Tristan został zapisany przez swoich rodziców do nowej uczelni. Przez pierwsze parę lat nie był akceptowany przez resztę ludzi, którzy dzisiaj żyją w Metropolii i płacą za swoje czyny coraz bardziej się psując. Znajdując garstke zaufanych przyjaciół, których można by policzyć na jednej dłoni, Tristan przestał częściowo obawiać się ataków obcych ludzi. Opowiadano mu już wtedy, jaka marna przyszłość ich czeka. Po uczelni będą musieli wynieść się z wioski i zamieszkać w metropolii razem z innymi bytami ich typu. Słuchając tego wszystkiego, bał się o siebie samego, o zatracenie własnej osoby. Ale w tych latach życie nauczyło go, żeby nie poddawać się z złych chwilach, ponieważ zawsze można wtedy na kogoś liczyć. Myśląc tak jeszcze dwa kwadransy, doszedł do wniosku że tutaj nikt mu pomóc nie może i zaczął iść wzdłuż ściany, która ciągnęła się przy najmniej tysiąc pięćset stóp. Idąc naprzód podniósł głowę i spojrzał w górę , nie było nic widać, mimo że według jego obliczeń zegar wybił godzinę trzynastą popołudniu. Po drodze nie można było wyczuć choć jednej żywej duszy. Tristan, idąc dalej przed siebie zauważył coś, co w tym ponurym miejscu zwróciło jego uwagę. Dopiero docierając na miejsce znalazł przejście, w którym zmieściłaby się tylko jedna osoba. Patrząc do środka, doszedł do wniosku, że to nie może być ślepy zaułek, chociaż takie robiło owe przejście wrażenie. Ciemność całkowicie pochłonęła wszelakie światło które docierało do środka. Po wejściu do przejścia, które znajdowało się w śnieżnej ścianie, Tristan nie widział nic. Szedł przed siebie, nie mógł użyć zmysłu wzroku, więc zdał się na intuicję. Po krótkim czasie nadal nie widział wyjścia. Od czasu do czasu jego drogę oświetlały świecące się kolorowo kamienie. W pewnym momencie Tristan zauważył coś, co go zaniepokoiło. Zamiast wyjścia na swojej drodze napotkał zejście. Zajrzał w dół i zdołał zauważyć przestrzeń wypełnioną całkowicie lodem. Lodem który nie tylko ochładzał temperaturę ciała ale także temperaturę jego uczuć. Wiedział że jeśli tam zejdzie to już nie zawróci. Emocje mu w tym nie pomagały. Nie miał przy sobie kogokolwiek, kto byłby w stanie mu pomóc. Posłuchał się głosu jego serca, które mówiło mu zawsze to samo.
- Nie rzucaj nadziei i szczęścia na pastwę losu. Masz kogoś, kto na stałe siedzi we mnie. Nie szukaj klucza do otworzenia moich drzwi. Szukaj Ognia.
Ten głos słyszał każdego dnia. Każdego dnia od kiedy postanowił, że chce się wybrać na spotkanie z nieznanym. Ta myśl dodawała mu otuchy, nawet w beznadziejnych chwilach. Takich jak ta. Postanowił. Ruszając naprzód poczuł jak przewraca się na ślizgiej powierzchni i spada w dół. Tristan po paru minutach się ocknął i rozejrzał naokoło siebie. Znajdował się w wielkiej grocie, w której jest tylko jedno wyjście. Zrobił kilka kroków do przodu i po chwili uderzył w twardą przeszkodę. Podniósł ręcę przed siebie i dłonią dotknął owy nowo powstały problem. Poczuł mocne zimno i natychmiast cofnął dłoń. To nie była normalna przeszkoda, to był lód tak przezroczysty, że można było zobaczyć w nim swoje odbicie niczym jak w lustrze. Na podłodze widniał słabo już widoczny napis który musiał być napisany wiele lat temu w obcym języku, który Tristan na szczęście znał. Lecz na nieszczęście ten napis oznacza ‚Labirynt’. Tristan musi najpierw rozwiązać tajemniczą zagadkę lodowego labiryntu, by znaleźć drogę do wyjścia. Domyślił się że kluczem do przejścia krętych ścieżek jest jego serce, bowiem cel wyprawy miał z nim wiele wspólnego a jedyna droga do oryginalnego artefaktu prowadzi właśnie tędy. Wiedział że jego miecz mu tutaj w niczym nie pomoże. Na broń nie może liczyć. Tylko na siebie.

Opublikowano Opowieść | Otagowano , | Skomentuj

Śnieżna ściana

Po długim namyśle przypomniał sobie, że tak na prawdę ma kogoś, na kim może zawsze polegać. Już kiedyś zdarzało mu się że razem z jego ukochaną Oxaną nawiązał telepatyczny kontakt, który łączył ich myśli. Ostatnie kłopoty oraz otoczenie w którym się znajduje Tristan sprawiły jednak, że ich miłość zakryła mgła. Nie tak gęsta by przestać widzieć ale na tyle skuteczna, że para idąc razem do przodu musi przejść dalej i spotkać się na końcu drogi. Ten czas rozłąki dręczył jego myśli, wie że musi pokonać strach i iść dalej by się z Nią zobaczyć. Musi walczyć o Nią pomimo ryzyka śmierci. Wiedział że nie zgubi się w swoich myślach.
- Nikt nie chciałbym przecież być sam.
Powiedziała mu kiedyś Oxana. Po tych słowach Tristan ostatecznie postanowił wybrać się na poszukiwania przedmiotu, który jest w stanie oczyścić go ze złego. Miłość jest jak feniks, po pewnym czasie udaje że umiera, po to żeby odrodzić się z jeszcze piękniejszym blaskiem. Stojąc przed labiryntem Tristan pomyślał o Niej, o jego życiowej partnerce. Jedno słowo wypowiedziane z Jej ust pomogłoby wyjść mu z tarapatów. Dotknął lodu przed sobą. I ku jego zdziwieniu lód zaczął się topić. Pomyślał o Oxanie jeszcze raz. Lód topił się jeszcze szybciej. Tęsknota do Niej pozwoliła mu poczuć się tak, jakby Ona był obok niego. Nie obok. Lecz w nim. On czuł Ją bardzo wyraźnie, tak jakby szła z nim ramię w ramię. Jej bliskość rozgrzewała jego serce do temperatury przekraczającej zwykłą temperaturę ciała. Czuł się tak jakby jego serce było słońcem. Słońcem które było w stanie stopić każdy lód. Tak więc myśląc o Niej szybko ruszył przed siebie wytapiając sobie drogę do wyjścia. Osiągniawszy swój cel w tym dziwacznym pomieszczeniu spojrzał się za siebie. Lód znowu się pojawił.
- Więc moje serce nie było na tyle gorące, żeby w tej chwili na zawsze stopić ten lód. Pomyślał Tristan. Starał się nie myśleć o tym, czy Ona czuje Tą samą tęsknotę co on. Poszedł dalej. Przed nim pojawił się korytarz, którego końca nie było widać. Na bocznych ścianach małe kryształy formowały słabe oświetlenie, które pokazywało mu którędy ma iść. Czekała go długa druga przed siebie. Chciał uwolnić się od panicznego lęku przed utratą jego bliskiej. Dałby wszystko żeby Ona go w tej chwili wspierała, ale co mógłby Jej dać prócz Jego serca, które Ona już ma? Poczucie winy nie pozwalało mu pozbyć się tego wszystkiego co go krzywdziło. Mimo tego wyciągnął swój kluczowy miecz i ruszył dalej. Prawdziwa miłość przetrwa wszystko, nawet największy ból, który skrywa się w sercach wszystkich ludzi. I żaden mur, żadna ściana i także żadna inna przeszkoda nie pokona tego trwałego uczucia.

Opublikowano Opowieść | Otagowano , | Skomentuj

Śnieżna ściana

Korytarz nie miał końca. Czuł się tak jakby wpadł w temple, która z oczywistych przyczyn się nie kończy. Żeby potwierdzić jego myśli wyciągnął broń i zaznaczył na podłodze znak w kształcie trójkąta z dwoma łączącymi się paskami. Kiedyś gdy był młodszy zainteresował go stary amulet z owym znakiem. Ciekawość nie znała granic więc zapytał się sprzedawcy co oznacza owy symbol. Zostało mu powiedziane, że ten symbol oznacza miłość, uczucie którego nie znał i nie wiedział czy chciałby poznać. Ale myśląc o tym teraz, postanowił walczyć o swoją miłość. Ruszając się powoli przed siebie by przypadkiem nie ominąć znaku, jeśli jego hipoteza się potwierdzi, nadal nie widział czegoś, co dałoby mu nadzieję. Po kilku minutach dalszej wędrówki Tristan zaskoczył się. Patrząc daleko do przodu zauważył coś, w co nie mógł uwierzyć. Jasne światło było widoczne przybierając co jakiś czas lekko pomarańczową farbę.
- Czy to już koniec wyprawy? Pomyślał i szedł coraz szybciej.
- To była cała droga do Ognia? Te zdanie powiedział już na głos. Biegł. Tym był bliżej celu, tym wyraźniej się uśmiechał. Dobiegając do końca jego uśmiech był bardzo wyraźny. Lecz nie był to radosny uśmiech, był to raczej uśmiech bezradnej osoby. To co zobaczył sprawiło że osłupiał. Znał to miejsce tylko z literatury naukowej. Znalazł się w Lesie Widmo.

Opublikowano Opowieść | Otagowano , | Skomentuj

Rozdział drugi: Las Widmo

Rozdział drugi: Las Widmo

Książki opisywały że na świecie istnieją dwa takie lasy. Jeden na drugiej stronie kuli ziemskiej a drugi został rysunkowo przedstawiony na piramidach nieopodal Metropolii. Według zaufanych Tristanowi źródeł wiedzy w lesie można spotkać duchy istot, które odeszły ze świata nie jako człowiek, tylko jako monstrum. Las posiadał specjalne właściwości. Pobyt w tym miejscu był dla okaleczonych dusz szansą na znalezienie zbawienia. Owy las był zamieszkany też przez stwory zwanych plemieniem Gambitów. Były to stwory średniego wzrostu o wyglądzie przypominającym człowieka, lecz można było zauważyć u nich oznaki różnych zwierząt. Według poradnika nieznanego autora Gambity to złośliwe istoty, które nie poszydzą sobie manipulowaniem innymi gatunkami żyjącymi na świecie. Stwory te mogą także zmieniać swój wygląd w osobę, która najczęściej pojawia się w myślach napotkanego przez nich osobnika. Na szczęście Tristana, żadnego tutaj jeszcze nie zauważył, chociaż czuł że nie jest tutaj sam, choć jeszcze nie postawił swojej nogi na prawie że czarnej glebie otoczonej przez wysokie iglaste drzewa. Cały las otaczała niska mgła. Ruszył do przodu. Z daleka omijał skaleczone duszę. Słuchając co jakiś czas dziwnych nadchodzących odgłosów, czując że ktoś znajduje się z pobliżu usłyszał przerażający głos. Ktokolwiek to był, wołał o pomoc. Tristan instyktownie ruszył w kierunku wołania. Przy jednym z drzew leżały wyłącznie ludzkie kości. Wołanie nagle ucichnęło. Podszedł do kości bliżej. Nie znalazł tam nic interesującego. Odwrócił się i szedł dalej przed siebie.
– Gdzieś musi być przecież wyjście. Powiedział. Nagle usłyszał znowu też przerażający głos. Lecz on nie wołał o pomoc.
– Wyjście jest tylko jedno.
Te zdanie go i przeraziło i zszokowało. Odwrócił się ponownie w kierunku kości, lecz żadnych kości już tam nie było. Stał ostrożnie w jednym miejscu ale już nic się nie wydarzyło, pomijając zjawy błąkające się po lesie. Od czasu do czasu idąc dalej w nieznane tereny patrzył się uważnie na drzewa szukając tajemniczo zaginionych kości. Zastanawiało go co to mogło być. Po kilku godzinach przebijając się w mgle przez las Tristan postanowił poszukać miejsca w którym mógłby wypocząć. Na drodze od czasu do czasu napotykał niskie posągi o dziwnych kształtach. Uznał że zdrzemnie się w pobliżu pierwszego lepszego posagu, bo z niewiadomych powodów żadna dusza nie szybowała w otoczeniu wyrzeźbionych przez inne istoty posągów. Trzydzieści stóp dalej zauważył taką rzeźbę i natychmiast ruszył w jej kierunku. Na posagu widniał znak. Bardzo dobrze mu znany znak przedstawiający trójkąt połączony z liniami. Jedną tuż nad a drugą jeszcze wyżej. Spojrzawszy na niebo zobaczył że zbliża się mrok, więc oddalił swoje przemyślenia związane z symbolem miłości na później. Położył się z krzakach blisko posągu, tak żeby w razie nieoczekiwanego towarzystwa nikt go nie zauważył.

Opublikowano Opowieść | Otagowano , | Skomentuj

Las Widmo

Zasnął. Niepostrzeżenie znalazł się w miejscu przypominającym dom. To był dom, jego dom. Lecz nic w nim nie było. Był całkowicie pusty. Pamiętał bardzo dobrze te miejsce. Mieszkał tutaj siedem lat temu. W tamtych czasach mieszkał razem z rodzicami w miasteczku Rosevelt. Nie było duże, ale na brak atrakcji nie można było narzekać. Młody wtedy jeszcze Tristan chętnie wybierał się na zwiedzanie pobliskiego lasu, w którym płynął mały strumyk. Gdy odwiedził te samo miejsce rok temu strumyka już nie było. Gorące powietrze sprawiło że woda na zawsze wyschła. Do lasu najchętniej wybierał się z przyjaciółmi. A przy najmniej tak ich wszystkich nazywał. Niekażdy okazał się takim dobrym, za jakiego się uważał. Fałszywy przyjaciel. Lub fałszywi przyjaciele, bo było ich kilku. Ale to już nic dla niego nie znaczyło. Spojrzał ponownie na ściany swojego dawnego pokoju. Nic na nich nie było, prócz drzwi. Podniósł głowę do góry i ku jego zdziwieniu czegoś tam brakowało, a mianowicie… sufitu. Widać było lekko zachmurzone błękitne niebo, które robiło na nim takie wrażenie, jakby ktoś je namalował, bowiem chmury stały na swoim miejscu. Spróbował wyjść z pokoju, zawsze zamykał drzwi na klucz. Wyciągnął dłoń w stronę klamki i bez trudu otworzył drzwi. Przed nim ukazało się pole. Pole tak malownicze, jakby wzięte z obrazu jakiegoś słynnego artysty. Niedaleko pola płynął strumyk wody. Wszystko było otoczone przez las. Wychodząc z pokoju zrozumiał że jest w swoim śnie. Słyszał kiedyś że w śnie można zażyczyć sobie wszystko czego się pragnie, a ten przedmiot się pojawi. Pomyślał krótko o zdjęciu, które otrzymał kiedyś od Oxany. Nagle, znikąd pojawiło się zdjęcie, które trzymał w jego dłoni. Rzucił spojrzenie na kawałek papieru. Na nim znajdowała się dziewczyna o nieprzeciętnej urodzie, błękitnych oczach oraz włosach w postaci loków. Po dłuższym namyśle schował zdjęcie do kieszeni i ruszył przed siebie w stronę strumyka. Gdy już się tam znalazł, położył się i wpatrywał się w nieco. Nagle dobiegły go dalekie odgłosy. Nie rozumiał ich.

Opublikowano Opowieść | Otagowano , | Skomentuj